BEZ SMYCZY – recenzja Duxa
Bracia Farrelly znani są z komedii nieszczególnie wysmakowanych, opartych w większości na dosadnym i bardzo śmiałym humorze średnich bądź niskich lotów, orbitującym często poniżej pasa i wokół zabawnych rzeczy z tym związanych. Do historii kina rozrywkowego weszły takie motywy, jak „nażelowane” włosy Cameron Diaz, przycięty w rozporku nabiał Bena Stillera, walący megakupę Jeff Daniels, czy porównanie grillowanych kiełbas do wielkości penisów „synów” Jima Carreya. Nieważne, że często było obleśnie, nieważne, że prostacko, ważne, że przy okazji było zabawnie. Głupio, ale zabawnie. Niestety…