FUJARY NA TROPIE – recenzja Adiego

Kevin Smith zawsze umiał łączyć filmowy ogień i wodę. Nudna zwyczajność była u niego ciekawa, obsceniczność romantyczna, a bluzgi kwieciste. Tym razem postanowił połączyć kojarzące się z innym rodzajem kina własne nazwisko z doszczętnie przeoraną przez lepszych od niego specjalistów formułą gliniarskiego filmu kumpelskiego. Był czarno-biały duet? Wiele razy…

Comments are closed.